Psychoterapia – parę słów o tym, czemu może służyć.

Utarło się przekonanie (niestety), że do psychoterapeuty należy się zwrócić o pomoc tylko wtedy, kiedy sobie nie radzimy, jesteśmy chorzy, czy też niedostosowani społecznie. Wtedy na pewno! Ale psychoterapia nie jest tylko kołem ratunkowym, może też być wstępem do poprawienia jakości naszego życia, cudowną formą rozwoju osobistego.

Dzięki psychoterapii możemy lepiej radzić sobie z emocjami, poprawić swoje relacje z innymi i tym samym zyskać lepsze samopoczucie psychiczne i fizyczne.

Tak! Również fizyczne :). Dopóki nie zaczęłam pracować psychoterapeutycznie z własnym ciałem, nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile dolegliwości, które mi uparcie towarzyszą (od bólów kręgosłupa i głowy po dolegliwości trawienne i podwyższone ciśnienie), miało swoje źródło w napięciu emocjonalnym i wypieraniu tego, co czuję.

Lubię myśleć o psychoterapii, jako o podróży zmierzającej ku lepszemu poznaniu siebie, pomagającej w samoakceptacji tego kim jestem, a nie kim powinnam być. W połączeniu z pracą z ciałem, włączamy w ten proces niezwykle ważny aspekt – korzeni obszarów osobowości znajdujących się w naszej fizjologii. Psychoterapia pozwala zrozumieć przeszłość i jej wpływ na teraźniejszość, pozwalając wpłynąć na lepszą przyszłość – jest kompleksowym rozwojem osobowości.  Zwiększa naszą świadomość, uwalnia od przekłamań „sztucznej” natury (fałszywego „ja”), a pomagając odzyskać kontakt ze sobą – w tym z własnym ciałem (to też, a nawet przede wszystkim – „JA”) – zbliżyć się do pierwotnej natury, zacząć rozumieć i szanować nasze reakcje fizjologiczne, czerpać radość z wszystkich funkcji swojego ciała, odzyskać jego elastyczność, a przez usunięcie przeszkód napięciowych w przepływie, poprawić zdolność do samoregeneracji.

Nie jest to zwykle podróż łatwa i przyjemna, ani wolna od bólu i problemów. Jest to często droga również zapomnianej przeszłości, która nie była czasem bezpieczeństwa i spokoju. Czas ten zostawił w nas blizny, bolesne wspomnienia i potężne mechanizmy obronne – ale to, co było twierdzą w przeszłości, nie musi stanowić więzienia w teraźniejszości. Niestety najczęściej, dopóki wszystko jako tako funkcjonuje, wolimy żyć z tym, co jest nam znane, choćby to było życie zupełnie bezbarwne :(.

W psychoterapii jako podróży, nie ma też konkretnego celu. To droga jest celem. No i może warto nią podążać przynajmniej do momentu dostrzeżenia chęci przejęcia odpowiedzialności za swoje życie 😉

Zostaw komentarz