O tym jak ważne dla naszego rozwoju są relacje z osobami, z którymi łączy nas bliskość emocjonalna, wiadomo nie tak od dawna, ale chyba niemal każdy nurt terapeutyczny, przyjął sobie znaczenie przywiązania, jako jednego z filarów zdrowia emocjonalnego i funkcjonowania w świecie. Teoria więzi cały czas też się rozwija, wzbogacana informacjami z teorii ewolucji, genetyki czy epigenetyki, które umacniają jej kluczowe założenia.
Daniel J Siegel pisał o tym, że jeśli gościmy w czyimś świecie, głowie i sercu, a więc mamy „świadomość wyczuwania” przez inną osobę, możemy rozwijać wewnętrzną siłę samoregulacji, nasza zdolność koncentracji, pomysłowość i przedsiębiorczość wzrasta, możemy funkcjonować w ogóle, ale też częściej w części brzusznej nerwu błędnego (patrz: https://integracja-cun.pl/teoria-poliwagalna/). Staje się to kluczem do poczucia bezpieczeństwa.
Te wczesne związki formują nie tylko naszą odporność emocjonalną, spojrzenie na świat czy sposób wchodzenia w relacje w życiu dorosłym, ale kształtują rozwój naszych umysłów już w najwcześniejszym dzieciństwie.
Badania nad przywiązaniem nazwane „nietypową sytuacją” prowadzono poprzez obserwację reakcji niemowląt na oddzielenie od matki i pozostawienie dziecka w obcym miejscu lub/i z obcym człowiekiem. Taki zabieg miał za zadanie zwiększyć poziom stresu i tym samym aktywować układ przywiązania dziecka z podstawowym opiekunem. Decydujące znaczenie dla klasyfikacji schematu przywiązania miał powrót matki i sposób powitania jej przez dziecko, łatwość ukojenia i szybkość powrotu dziecka do zabawy.
Większość dzieci zareagowała zgodnie z opisanym „BEZPIECZNYM” przywiązaniem. Dziecko po wyjściu matki zaczynało płakać wyrażając tęsknotę, a po jej powrocie witało się z nią szukając kontaktu fizycznego, po czym uspokajało się i wracało do zabawy. Taki sposób przywiązania jest kształtowany w domu, w którym rodzice są dostępni i responsywni, czyli wrażliwi na okazywaną przez dziecko potrzebę bliskości oraz odczytujący i zaspokajający jego potrzeby. Matka jest więc „bezpieczną bazą”, do której dziecko wraca w sytuacji dystresu. Kiedy dziecko stale doświadcza konsekwentnego zachowania i bliskości ze strony opiekuna, może bez przeszkód się rozwijać i uczyć. Wyrasta na dorosłego, który ma dobre relacje z innymi, jest autonomiczny i ma poczucie sprawczości, wykorzystuje swój potencjał intelektualny i dobrze reguluje swoje emocje.
Pozostała część zaliczona została do tzw. pozabezpiecznych czy też lękowych wzorców przywiązania, wśród których wyróżnia się:
UNIKOWE – stwierdzone u około 30% dzieci. W „nietypowej sytuacji” dziecko skupiało się na eksploracji otoczenia i zabawkach, nie okazując niepokoju przy wyjściu matki. Po jej powrocie natomiast ignorowało ją lub unikało. Takie przywiązanie kształtuje się w ignorującym i obojętnym na dziecko domu. Dziecko dochodzi do wniosku, że wsparcie i miłość nie są osiągalne, więc się poddaje, obojętnieje. Matki takich dzieci charakteryzuje ograniczona ekspresja, niechęć do kontaktu fizycznego i szorstkość. Takie dzieci w późniejszym wieku zwykle są również ograniczone emocjonalnie i trudno im nawiązać kontakt z innymi, przez których widziane są raczej jako wyniosłe, oschłe i niesympatyczne. Strategie przetrwania takich osób to dewaluacja innych lub siebie – inni są niegodni zaufania, słabi i wybrakowani lub ja jestem zepsuty, zależny i bezradny więc napewno inni mnie odrzucą, będą mną manipulować lub mnie karać. Trudno im również z wglądem w siebie, są zdystansowani emocjonalnie – często są nieświadomi swoich emocji lub nie są nimi zainteresowane. W dorosłym życiu unikają zajmowania się przeszłością, własnymi emocjami i lekceważą bliskość w relacji.
AMBIWALENTNE – kolejne 10-15% badanych, które powstaje w obliczu niekonsekwencji opiekuna, który raz jest wrażliwy i otwarty, a kiedy indziej nie – taka niekonsekwencja może powodować w dziecku wzrost potrzeby więzi. Dziecko wydaje się zaniepokojone jeszcze przed rozłąką, po powrocie matki, szuka z nią kontaktu, ale trochę czasu mu zajmuje, żeby się uspokoić, tak jakby kontakt z nią nie dawał mu ulgi. Dzieci z tym wzorcem przywiązania sprawiają wrażenie zalęknionych i niepewnych. Ich dążenie do autonomii jest tłumione przez opiekuna. Dziecko intensyfikuje te uczucia, które dają szansę na nieustającą opiekę rodzicielską. W życiu dorosłym, osoby z ambiwalentnym stylem przywiązania żyją w ciągłym chaosie, lęku i niepewności, przede wszystkim w relacjach z innymi. Ich reakcja na życie to nie emocjonalna pustynia, ale powódź czy burze emocjonalne. Dorosły z tym stylem przywiązania wyolbrzymia potrzebę więzi, co może rodzić ciągłe wątpliwości co do zaangażowania partnera (co odwraca ich uwagę od własnej potrzeby autonomii). Obsesyjnie myślą o przeszłości, mają też fiksację na punkcie relacji i emocji, dając się niejednokrotnie im ponieść.
ZDEZORGANIZOWANE – później stworzona, najbardziej dramatyczna kategoria przywiązania, powszechna np. w rodzinach z uzależnieniem i wszędzie tam gdzie rodzice wykazują drastyczny brak dostrojenia (przemoc lub zaniedbanie tzw. trauma rozwojowa), kiedy sami są przerażeni albo przerażający dla dziecka. Dziecko czasami wydaje się przerażone, zbliża się do matki i zaraz cofa, płacze i odsuwa. Traktuje figurę przywiązania jako bezpieczną przystań i źródło zagrożenia. Dzieciom takim trudno jest nawiązywać relacje czy też kontrolować emocje. Dziecko wyrasta na dorosłego, który ma problemy z regulacją własnych emocji i z odnalezieniem poczucia bezpieczeństwa w świecie. Relacje takich osób są trudne, podobnie jak koncentracja w stresie czy kontrola zachowania. Często są na zmianę chaotyczni i sztywni.
Nasze najwcześniejsze relacje przywiązaniowe stanowią podwaliny pierwotnej struktury umysłu. To te najwcześniejsze interakcje decydują o tym, jakie uczucia, pragnienia, myśli i wspomnienia będziemy w przyszłości dopuszczać. To, co w komunikatach niewerbalnych wysyłanych przez dziecko spotyka się z dostrojoną reakcją ze strony rodzica, zostaje uznane za DOPUSZCZALNE, a to, co spotyka się z reakcją wrogą (bądź jest niezauważone) – zostaje uznane za NIEDOPUSZCZALNE.
„To na ile żyjemy na powierzchni, bez głębszego zrozumienia samych siebie, naszych partnerów, naszych dzieci i najbliższych przyjaciół, często skorelowane jest z tym, do jakiego stopnia czujemy się dostrzeżeni przez nasze figury przywiązania.”
D. J. Siegel, T.P.Bryson, Potęga obecności.
Jednak całe szczęście historia to nie przeznaczenie. To co wydaje się bardzo ważne, to czy dziecko będzie miało wzorzec bezpiecznego przywiązania nie zależy od tego, czy jego rodzice taki mają, ale to jak zrozumieli swoje doświadczenia z dzieciństwa – jak ich umysł kształtuje wspomnienia, by wyjaśnić, kim są teraz. To życiowa narracja, jakiej poddają swoją przeszłość może ich ograniczać w teraźniejszości czy też zmuszać do przekazania własnym dzieciom bolesnego wzorca relacji. Tu nadzieja dla terapii, bo rozumiejąc, co nam się wydarzyło w przeszłości i tworząc spójną narrację możemy zmienić swoje życia. Kiedy odważymy się przeanalizować swoją przeszłość, dopuścić uczucia i dokonać refleksji, układając historię w spójny i jasny sposób, nie uciekając przed przeszłością ale też nie topiąc się w niej, kiedy ciało nie będzie już musiało być jej strażnikiem, będziemy mogli zacząć leczyć swoje rany.
Wzorzec przywiązania możemy zmienić, czy to doświadczając zmiany w stosunku naszych rodziców, czy też w innej bliskiej relacji, z osobą o bezpiecznym wzorcu przywiązania, czy też doświadczając odzwierciedlenia w głowie i sercu terapeuty. Każda kolejna relacja stanowi drugą szansę. Bezpieczną więź możemy wypracować i się jej nauczyć.
Literatura:
- J. Bowlby, Przywiązanie.
- D. J. Wallin, Przywiązanie w psychoterapii.
- D. J. Siegel, T.P.Bryson, Potęga obecności
- D. J. Siegel, Psychowzroczność
- Gryżewski A., Sitkowska S., Niekochalni. Lęk przed bliskością.

